|
POMYSŁ
NA BIZNES

TEMAT
TYGODNIA
Własne przedszkole dla cudzych dzieci
Pieniądze na bieżącą działalność zapewnione. Część
dają rodzice, część gmina. Ale droga do osiągnięcia
tego jest długa, trudna i... kosztowna
Wystarczy
zauważyć, że w osiedlu, dzielnicy, miejscowości
brakuje przedszkoli. Zdarza się też, że przedszkola są,
lecz cieszą się złą opinią. Dowiedzieć się tego można
od okolicznych mieszkańców lub w kuratorium.
-
W poprzednim roku w jednym z naszych dwóch przedszkoli już
w grudniu nie miałyśmy wolnych miejsc na wrzesień.
Teraz w obu placówkach mamy komplet, a na listach
rezerwowych ponad 10 dzieci - mówi Anna Zagajewska,
dyrektor przedszkoli Chatka Małolatka na warszawskiej
Sadybie i w Wilanowie.
Co
zrobić, by taki pomysł na biznes zrealizować? Pierwszy
ruch: znaleźć odpowiedni lokal. Jedno zastrzeżenie.
Mowa o przedszkolu z prawdziwego zdarzenia, czyli wpisanym
do ewidencji prowadzonej przez jednostkę samorządu
terytorialnego. A wpis taki mogą uzyskać tylko te
przedszkola, które spełniają określone wymagania. O
nich dalej.
W
dużych miastach są jednak dziesiątki, a w Warszawie
podobno setki placówek niespełniających standardów i
niewpisanych do ewidencji. Bywa, że dzieci tłoczą się
w jednym pomieszczeniu prywatnej willi lub nawet
mieszkania, opiekę nad nimi sprawuje osoba bez żadnych
kwalifikacji, żywione są kanapkami, czasem
przyniesionymi z domu. Takie placówki nie zasługują na
określenie "z prawdziwego zdarzenia" ani nawet
na miano przedszkola. Są to co najwyżej punkty dziennej
opieki. Takie nas tu nie interesują.
Lokal,
który pozwoli uzyskać wpis do ewidencji, musi spełniać
wymagania określone przepisami budowlanymi, sanitarnymi i
przeciwpożarowymi dotyczącymi obiektów przeznaczonych
do zbiorowego przebywania i żywienia dzieci. Może być własny,
wynajęty, kupiony lub zbudowany z przeznaczeniem
specjalnie na ten cel. Mało kto ma tyle pieniędzy lub
takie możliwości kredytowe, by kupić lub zbudować. Na
ogół będzie to więc dom wynajęty, czyli wymagający
przystosowania i mnóstwa przeróbek.
Model
do przymiarek
Żeby
bardziej precyzyjnie określić nakłady rzeczowe i
finansowe związane z otwarciem i prowadzeniem
przedszkola, stwórzmy model placówki z prawdziwego
zdarzenia - by służyła za punkt wyjścia do dalszych
szacunków.
- >
Niech to będzie przedszkole dla 40 dzieci, w 3
grupach.
- >
Zgodnie z normami w pomieszczeniach, w których
przebywają, powinno na każde dziecko przypadać co
najmniej 2 m powierzchni. A więc sale powinny mieć
łącznie 80 m.
- >
Łazienki ok. 20 m (dobrze, jeśli są przy każdej
sali).
- >
Szatnie ok. 30 m.
- >Kuchnia,
biuro, pokój socjalny.
W
sumie przedszkole na 40 miejsc powinno mieć ok. 200 m
powierzchni i
- >
plac zabaw - minimum 600 m.
Test
na odporność
Jakiego
lokalu szukać? - Najlepiej, gdy jest wolno stojący, z dużymi
pomieszczeniami, ogrodem, wydzielonymi miejscami
parkingowymi, dobrym dojazdem. Warto dobrze rozpoznać
okolicę i jej charakter, by upewnić się, czy rzeczywiście
brakuje tam miejsc w przedszkolach. Trzeba ocenić
perspektywy rozwojowe i demograficzne. Czy będą chętni?
Są w Warszawie osiedla, gdzie przedszkola prowadzą o
dzieci bitwę na ceny - ostrzega Anna Zagajewska.
Poszukiwania
mogą trwać miesiącami. Nawet jeśli znajdzie się
obiekt sprawiający wrażenie, że jest odpowiedni, trudno
ocenić, czy spełnia on wymogi:
- >
budowlane,
- >
sanitarne,
- >
przeciwpożarowe.
Jak
się o tym przekonać? Najlepiej zwrócić się o opinię
do fachowców:
- >
inżyniera budowlańca,
- >
strażaka,
- >
kogoś z sanepidu.
Ocenią,
czy lokal nadaje się i czego mu brakuje.
Działka,
na której stoi budynek, musi być w pełni uzbrojona,
czyli z gazem, prądem, kanalizacją. Szambo nie wchodzi w
grę. Jeśli jest to np. istniejąca już willa, trzeba
uzyskać zgodę wydziału architektury na przekształcenie
posesji mieszkalnej na przedszkole. Wszystkie
pomieszczenia muszą być wentylowane. Lokal musi być
wysoki na 3 m, a jeśli nie jest, należy go wyposażyć w
tzw. wentylację grawitacyjną - bardzo drogą. Straż pożarna
nakaże zainstalowanie hydrantów o zwiększonej wydajności,
odpowiedniej szerokości schodów i wejścia
ewakuacyjnego. Jeżeli posiłki będą przygotowywane na
miejscu, lokal musi mieć odpowiednio wyposażoną kuchnię,
z oddzielnymi pomieszczeniami na przygotowywanie posiłków
i na zmywanie, z osobnym wejściem dla dostawców, z własną
wentylacją. Problem posiłków można jednak rozwiązać
inaczej - poprzez katering, i wtedy kompletnie wyposażona
kuchnia nie jest konieczna.
Tak
właśnie radzi sobie Chatka Małolatka. Obiady dostarcza
pobliski Instytut Żywności i Żywienia, śniadania i
podwieczorki powstają na miejscu. To nie wszystkim jednak
odpowiada. - Nie uznaję kateringu. Posiłki przywożone z
zewnątrz nie zawsze dzieciom smakują, nie radzą one
sobie z tekturowymi tackami i pojemnikami. Wolę własną
kuchnię, bo wtedy wiem, co podaję. Jeśli dziecko nie
zje, można odgrzać i podać później. Kuchnia stwarza
rodzinną atmosferę. Maluchy uczą się posługiwać sztućcami,
same sobie nakładają, mogą brać dokładki, czują się
ważniejsze - mówi Beata Pietrzak, właścicielka i
dyrektorka przedszkola Skrzat w warszawskiej Białołęce.
Dostosowanie
obiektu do obowiązujących przepisów to oczywiście
koszty. Wstępnie i niezobowiązująco mogą je oszacować
opiniujący go fachowcy. Trzeba być przygotowanym, że
adaptacja pochłonie co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych,
ale może to być i 300 tys., zwłaszcza gdy trzeba
poszerzyć schody, wykuć otwory, wyjścia, instalować
wentylację.
-
Jeśli po usłyszeniu tego wszystkiego kandydat się nie
załamie, oznacza to, że jest na tyle odporny, by z
powodzeniem brnąć dalej - mówi Anna Zagajewska.
A
prawdziwe przeszkody dopiero przed nim.
-
Załatwianie formalności związanych z otwarciem drugiej
naszej siedziby trwało rok. Najbardziej opornie szło w
wydziale architektury - opowiada Ewa Waleriańczyk, właścicielka
przedszkoli Chatka Małolatka.
Jeśli
ktoś ma pieniądze lub jest w stanie zaciągnąć duży
kredyt, może wykonać skok na jeszcze głębszą wodę:
kupić działkę i zbudować lokal od podstaw. Powiedzmy
od razu - to trwa jeszcze dłużej.
-
Gehenna - wspomina Małgorzata Korzeb, właścicielka
trzech przedszkoli U cioci Gosi, z których jedno jest
wynajęte, a dwa zbudowane od podstaw.
Postawienie
nowego domu o powierzchni 200 m w tzw. stanie
deweloperskim, czyli z tynkami, instalacjami, drzwiami,
oknami, ale bez podłóg, białego montażu i wyposażenia,
to minimum 2,5 tys. zł za metr, czyli ok. pół miliona.
Działka
w dobrej dzielnicy, np. w warszawskim Wilanowie, może
kosztować 100 euro za metr i więcej, w Białołęce -
kilkadziesiąt euro, w innych większych miastach ceny są
niższe, ale rosną. Potrzeba minimum 1000 m.
Dyplom
to nie wszystko
Założyciel
i przyszły właściciel przedszkola nie musi mieć żadnych
kwalifikacji - pod warunkiem że sam nie będzie wykonywał
zadań edukacyjno-wychowawczych. Do tego mają prawo tylko
osoby z wykształceniem pedagogicznym, najlepiej
absolwenci kierunku edukacja początkowa. Trzeba więc
zatrudnić dyrektora odpowiedzialnego za sprawy
merytoryczne oraz wykwalifikowanych wychowawców -
nauczycieli. Ilu? To zależy od liczby dzieci.
-
Przy 40 maluchach w każdej grupie powinna być co
najmniej jedna wychowawczyni, najlepiej dwie, a w najmłodszej
nawet trzy - mówi Małgorzata Korzeb.
Do
tego kucharka, pomoc, sprzątaczka. W sumie od 7 do 10 osób
stałej kadry.
Na
tym nie koniec. Musi być także grono współpracowników,
prowadzących zajęcia dodatkowe, np. z rytmiki i
umuzykalnienia, języka obcego, gimnastyki korekcyjnej, a
także psycholog, logopeda, katechetka lub ksiądz.
-
Najtrudniejsza jest współpraca z ludźmi. Niełatwo
znaleźć osoby z właściwym podejściem do dziecka i
kulturą osobistą. Mających papier jest wiele, ale
papier niewiele mówi o człowieku - mówi Beata Pietrzak.
Przedszkole
trzeba wyposażyć. Potrzebne są stoliki, krzesełka, leżaczki,
szafki, półki, mebelki, zabawki, gry, różne pomoce do
zajęć, sprzęt audio i wideo.
-
Skompletowanie wszystkiego może pochłonąć i 100 tys. zł
- mówi Beata Pietrzak.
Wyposażenie
jednej sali kosztuje 20 - 30 tys. zł. Trzeba w odpowiedni
sposób urządzić umywalnie, szatnie, toalety. Na placu
zabaw powinny być huśtawki, zjeżdżalnie, bujawki,
piaskownice, domki, rolki, hulajnogi, rowerki, wiaderka,
łopatki, piłki itp. Łączny koszt od 30 do 90 tys. zł.
Sprzęty muszą mieć atesty, a wykładziny - odpowiadać
przepisom przeciwpożarowym.
-
Teoretycznie można kupować rzeczy najtańsze. Ale takie
szybko się niszczą - mówi Małgorzata Korzeb.
Z
upływem lat przekonała się, że nie należy oszczędzać.
- Przedszkole to miejsce, gdzie trwa nieustanna krzątanina,
bieganina, ruch. Droższe sprzęty i wyposażenie
wytrzymają więcej i dłużej - twierdzi pani Małgorzata.
Tyle
że różnica w cenie między sprzętami tanimi i drogimi
bywa jak jeden do trzech. - Tak naprawdę jest to worek
bez dna, w który można włożyć każde pieniądze - mówi
Mirosława Rutkowska, właścicielka przedszkola Pod
Muchomorkiem w Toruniu.
Skąd
pieniądze
Jedno
źródło to rodzice. Płacą czesne, bywa bardzo zróżnicowane.
Np. U cioci Gosi i w Skrzacie wynosi 600 zł miesięcznie,
w Chatce Małolatka 750 zł. To ceny warszawskie. W innych
miastach jest taniej, np. w Toruniu od 250 do 300 zł, w
Poznaniu średnio ok. 500 zł. Ale w Warszawie są
przedszkola, np. językowe, gdzie czesne wynosi od 900 do
1300 zł.
Co
się za to należy? Różnie. Oczywiście pełna opieka,
wyżywienie, zajęcia w ramach minimum programowego i
dodatkowe, ale nie wszystkie. Za niektóre, np. naukę języka
obcego, basen, judo, porady psychologa itp., w wielu placówkach
płaci się dodatkowo.
-
Gdyby do dyspozycji były tylko pieniądze z czesnego, długo
by się nie pociągnęło - uważa Małgorzata Korzeb.
Dotacja
stanowi 75 proc. kosztów utrzymania dziecka w przedszkolu
publicznym w danym rejonie w poprzednim roku. Obecnie w
Warszawie wynosi ok. 490 zł.
-
Koleżanka otworzyła przedszkole i zanim przyjęła
dzieci, musiała je zamknąć, bo zabrakło jej środków
na inwestycje. Niby sporządza się biznesplan, ale kiedy
przychodzi kolejna komisja, okazuje się, że trzeba zrobić
jeszcze to, poprawić tamto. I nagle nie ma pieniędzy.
Przystępując do takiej inwestycji, trzeba więc mieć
spory zapas pieniędzy - radzi Beata Pietrzak.
Zwrot
zaangażowanego kapitału lub też spłata kredytu zaciągniętego
na realizację inwestycji może nastąpić po 15 latach.
Dopiero potem można liczyć na czysty zysk.
Jest
to więc biznes kapitałochłonny, wymagający myślenia i
planowania na lata.
To
nie sklep
-
Teoretycznie przedszkole może otworzyć każdy. Uważam
jednak, że nie powinien brać się za to ktoś, kto nie
wie, na czym polega ta praca. Właściciel, który ma
wiedzę pedagogiczną, ma inne podejście do dzieci,
orientuje się, co jest im potrzebne, jakie wyposażenie,
pomoce, umie ocenić pracę swojej kadry. Opowiadają mi
koleżanki z innych przedszkoli, że prezesi - właściciele,
gdy sygnalizuje się im, że trzeba kupić nowy sprzęt
lub wprowadzić jakieś usprawnienie, mówią "Nie ma
pieniędzy!". Bo oni tylko liczą kasę. To nie jest
biznes dla każdego, a na pewno nie dla tego, kto kieruje
się tylko zyskiem - uważa Mirosława Rutkowska.
-
To nie sklep. Tu ma się do czynienia z żywymi, malutkimi
istotami, które dopiero się kształtują - wspiera ją
Małgorzata Korzeb.
W
trakcie swojej kariery zawodowej w oświacie trafiła
kiedyś do przedszkola publicznego, skąd zapamiętała
straszne krzyki wychowawczyń próbujących utrzymać w
ryzach hasającą dzieciarnię. I wtedy postanowiła, że
stworzy przedszkole przyjazne dzieciom, by przychodziły i
wychodziły w podskokach. - W warunkach deficytu miejsc
placówki te prowadzą często ludzie bez powołania i
przygotowania. Ale to się zmieni. Nastąpi weryfikacja i
selekcja, gdy przedszkoli z prawdziwego zdarzenia będzie
więcej - przewiduje Małgorzata Korzeb.
Biznes
dla rodziny
Rynek
działa. Jedni się zwijają, ale inni rozwijają.
Małgorzata
Korzeb ma trzy przedszkola. Postawiła na rozwój. Zaczynała
z dziesiątką dzieci w 35-metrowym salonie własnego
domu, gdy pensja w oświacie nie starczała na spłaty
kredytów zaciągniętych na jego budowę. Dwa mieszczą
się w lokalach własnych, wybudowanych specjalnie na ten
cel w Białołęce, jedno działa w wynajętych
pomieszczeniach na warszawskim Kole. - Żeby się rozwijać,
trzeba łączyć powołanie nauczycielskie z biznesowym.
To drugie zapewnia mi wsparcie rodziny - mówi pani Małgorzata.
-
Tak, to biznes rodzinny - przyznaje Mirosława Rutkowska,
której pracować na dobrą markę pomaga mąż Antoni.
Ich
placówka Pod Muchomorkiem uzyskała certyfikat jakości
"Partnerskie przedszkole" nadany przez Oddział
Doskonalenia i Kształcenia Ustawicznego Partner w Zabrzu.
-
Mnie pomagają mąż i córka. Wykonujemy stroje,
dekoracje na imprezy, konserwację sprzętów i zabawek. W
ten sposób szukamy oszczędności - mówi Beata Pietrzak.
Ta
część Białołęki, gdzie mieści się jej przedszkole
Skrzat, to stare osiedle willowe, w którym dzieci jest mało.
Gdyby nie osoby polecone, mógłby być problem z pełną
obsadą. A jest tu 40 miejsc. Dlatego wspólnie ze
znajomymi - oni mają dom, ona pomysł i doświadczenie -
od września otwiera drugie przedszkole w tej części Białołęki,
gdzie powstają nowe osiedla. Tam już w co drugim domu
jest placówka oferująca opiekę nad dziećmi. Tym większe
więc wyzwanie dla przedszkola z prawdziwego zdarzenia.
-
Czesne i dotacja pozwalają prowadzić przedszkole na
dobrym poziomie. Jest zapotrzebowanie, na razie nie trzeba
się martwić o obsadę. Ponad 10 lat prowadziłyśmy
przedszkole dla 20 dzieci, rok temu otworzyłyśmy drugie
dla 40. Mamy pracę, którą lubimy, otrzymujemy w miarę
przyzwoite pensje, wyższe niż w oświacie publicznej - mówi
Anna Zagajewska.
-
Trudno jednak na tym biznesie się wzbogacić. Traktuję
to raczej jako realizację hobby czy też powołania, z którego
można żyć - twierdzi Anna Pietrzak.
JERZY DOMAGAŁA
|
Co
to jest minimum programowe
|
|
Przedszkole
niepubliczne musi realizować tzw. minimum
programowe określone przez Ministerstwo Edukacji, w
ramach którego dzieci zapoznaje się m.in. z
problematyką środowiska, przyrody, otoczenia, świadomości
własnej osoby, stosunku do obcych. Oprócz tego każde
przedszkole, w zależności od inwencji jego
kierownictwa, organizuje zajęcia dodatkowe, które
kosztują.
Na
przykład:
- >
rytmika od 600 do 800 zł miesięcznie,
- >
korektywa ok. 400 zł,
- >
taniec ok. 700 zł,
- >
język obcy ok. 45 zł od dziecka, czyli od 10 -
12-osobowej grupy ok. 500 zł.
Godzina
pracy logopedy z dzieckiem kosztuje 25 zł, wizyta
teatrzyku i spektakl od 350 zł, a przed świętami
drożej, występ firmy propagującej wiedzę - 400 zł,
odwiedziny szalonego naukowca - 600 zł, wycieczka
poza miasto ok. 1 tys. zł, do zoo - kilkaset, wynajęcie
autokaru od 350 do 500 zł, a gdy dwa razy w
tygodniu zawozi dzieci na basen - ok. 2 tys. zł
miesięcznie.
|
|
Co
mówią przepisy
|
- >
Przedszkole realizuje podstawę programową
wychowania przedszkolnego.
- >
Osoby prawne i fizyczne mogą zakładać szkoły
i placówki niepubliczne po uzyskaniu wpisu do
ewidencji prowadzonej przez jednostkę samorządu
terytorialnego obowiązaną do prowadzenia
odpowiedniego typu publicznych szkół i placówek.
- >
Nadzór pedagogiczny nad szkołami i placówkami
niepublicznymi sprawują właściwi kuratorzy oświaty.
- >
Niepubliczne przedszkola, w tym specjalne,
otrzymują dotacje z budżetu gminy.
- >
Dotacje dla niepublicznych przedszkoli przysługują
na każdego ucznia w wysokości nie niższej niż
75 proc. ustalonych w budżecie danej gminy
wydatków bieżących ponoszonych w
przedszkolach publicznych w przeliczeniu na
jednego ucznia.
Źródło:
ustawa o systemie oświaty z 7 września 1991 r., z
późniejszymi zmianami
|
SZEF
MUSI BYĆ NA MIEJSCU
|
Elżbieta
Grzelakowska właścicielka i dyrektor Przedszkola
Prywatnego w Łodzi
Jeżeli
ma się pomysł i chce się go realizować, jest to
na pewno ciekawe zajęcie. Zanim 15 lat temu otworzyłam
prywatne przedszkole, pracowałam w placówce
publicznej, także jako dyrektor. O wszystko musiałam
walczyć, pisać sprawozdania, raporty, sporządzać
plany itp. Uważam, że albo jest się dobrym
pisarzem, albo dobrym pedagogiem. Teraz mam znacznie
więcej swobody, nie marnuję czasu na papierki, mogę
go przeznaczyć na pracę z dziećmi i rozmowy z
rodzicami. Dla mnie był to sposób na życie, nie
na biznes. Na początku nie odróżniałam ZUS od
PZU. Kiedyś przerwałam studia na ekonomii, uciekłam
po pierwszych zajęciach z rachunkowości. Była to
dla mnie czarna magia. Ale przekonałam się, że i
tego można się nauczyć. Radzę poprzestać na
jednej placówce. Moim zdaniem dyrektor powinien być
zawsze na miejscu i czuwać nad wszystkim. Do
prywatnego przedszkola przyszłam z całym zespołem
państwowej placówki. Nikt już z tego składu nie
został. To o czymś świadczy. Dziś mam bardzo
dobrą kadrę, ale jej skompletowanie zabrało kilka
lat. Pracując w państwowym przedszkolu nawet jako
dyrektor, zawsze musiałam dorabiać. Teraz nie muszę.
Nie mam na willę, ale na dobre życie wystarczy.
Elżbieta Grzelakowska
(c)
MARIAN ZUBRZYCKI
|
BEZ
TARYFY ULGOWEJ
|
|

|
|
Ewa Waleriańczyk i Anna Zagajewska
(c)
JERZY DOMAGAŁA
|
Ewa
Waleriańczyk i Anna Zagajewska właścicielka i
dyrektorka przedszkoli Chatka Małolatka na
warszawskim Mokotowie
Żeby
otworzyć prywatne przedszkole i je prowadzić,
potrzebne są nie tyle pieniądze, ile silna wola i
zdolność przebijania się przez mur biurokracji i
opór urzędników załatwiających miesiącami
sprawy, które mogą i powinny być załatwione w
kilka tygodni.
Przychodząc
po cokolwiek do urzędu, zwłaszcza do wydziału
architektury, natrafia się na szaloną
niekompetencję. Nikt nie udzieli od razu pełnej
informacji, interesant jest odsyłany od jednego urzędnika
do drugiego.
Z
roku na rok rodzice oczekują i wymagają od nas
coraz więcej. Są zapracowani, zagonieni, napięci,
i tym bardziej pragną zapewnić dzieciom opiekę na
najwyższym poziomie - taką, która będzie
rekompensatą ich nieobecności. Zanim powierzą nam
dziecko, przepytują o wszystko bardzo szczegółowo:
o program, o nasze kwalifikacje, o czas przeznaczony
na poszczególne zajęcia, w których często chcą
uczestniczyć, przyglądać się. To dobrze, chętnie
się na to godzimy, bo dzięki temu z czasem rodzice
nabierają zaufania, przekonują się, że dokonali
dobrego wyboru. Ta zmiana w postawie rodziców
dokonała się w ciągu ostatnich kilku lat. Są
coraz lepiej przygotowani do swojej roli.
|
|
PRYWATNE PRZEDSZKOLE - ILE NA POCZĄTEK
|
|
Razem
|
353 000 zł
|
|
lokal (adaptacja, remont, wyposażenie)
|
300 000 zł
|
|
czynsz (200 mkw., wynajem, miesięcznie)
|
5 000 zł
|
|
wyżywienie 40 dzieci (miesięcznie)
|
7 000 zł
|
|
płace 7 osób (nauczyciele i obsługa, miesięcznie)
|
15 000 zł
|
|
realizacja programu, zajęcia dodatkowe (miesięcznie)
|
3 000 zł
|
|
media i inne koszty bieżące (miesięcznie)
|
3 000 zł
|
|
zapas gotówki na bieżące potrzeby
|
20 000 zł
|
|