„Chcę to, tamto i jeszcze to!”. Co zrobić, gdy świąteczne reklamy napędzają dziecięce pragnienia?
Reklamy zabawek potrafią zamieszać dzieciom w głowach. Ale co się dziwić, skoro i my dorośli bardzo często dajemy się nabrać na promocję lub dać namówić na rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy? Święta Bożego Narodzenia to czas wzmożonych reklam – w końcu każdy producent chce, by jego zabawka znalazła się na liście prezentów w świątecznych listach do Mikołaja. Jak radzić sobie z dziecięcym „chcę” i „muszę to mieć” w okresie przedświątecznym? Podpowiadamy.
Wpływ świątecznych reklam na dzieci
Małe dzieci nie potrafią zrozumieć, że celem reklamy jest sprzedaż. Że bardzo często komunikaty te są podkoloryzowane, a zabawka, która jest prezentowana, nie jest tak fajna, jak mogłaby się wydawać. Producenci łapią się jednak wszystkiego, co przyciąga dziecięcy wzrok i emocje: intensywne kolory, melodyjne dźwięki, szybki montaż, sceny radości i szczęścia. Dziecko łatwo w to wchodzi – i zaczyna pragnąć tego, co widzi. A co mają zrobić w tej sytuacji rodzice?
Przede wszystkim warto odciąć dziecko od reklam. W tym celu można używać platform streamingowych, nagranych bajek lub aplikacji z trybem dziecięcym, gdzie nie wyświetlają się reklamy tego typu. Na tym jednak nie koniec, bo najważniejsza jest rozmowa.
Nie krytykujmy dziecka, a wyjaśnijmy mechanizm reklamy i fakt, że kolejna zabawka nie jest mu potrzebna. Nauka odróżniania potrzeb od zachcianek może się przydać w okresie przedświątecznym, ale i w codziennym funkcjonowaniu.
Autorka: Izabela Nestioruk-Narojek
