Portret psychologiczny niepełnosprawnego dziecka

Portret psychologiczny niepełnosprawnego dziecka

Mateusz z wrodzoną wadą wzroku.

Mateusz we wrześniu jako sześciolatek pierwszy raz przekroczył progi przedszkola. Do tej pory przebywał z matką, babcią lub dziadkiem w domu. Pochodzi z rodziny niepełnej. Matka Mateusza w czasie ciąży uczyła się jeszcze, a dodatkowo była zestresowana faktem opuszczenia jej przez przyszłego ojca chłopca, który do tej pory nie utrzymuje z nim żadnych kontaktów. Matka chłopca w chwili urodzenia miała niecałe 18 lat. Obecnie posiada wykształcenie średnie, ojciec natomiast podstawowe.

Matka Mateusza wyszła za mąż za kolegę, którego znała już w dzieciństwie a on znał bardzo dobrze jej sytuację. Stosunek emocjonalny Mateusza do ojczyma jest poprawny, serdeczny, życzliwy; Mateusz traktuje go jak własnego ojca. W rodzinie tej panuje atmosfera pełna życzliwości względem siebie i można wyczuć wzajemną miłość. Matka wraz z ojczymem wyjeżdża kilka razy na rok do pracy za granicę. Oboje rozumieją i odczuwają stan emocjonalny dziecka, starają się poświęcić Mateuszowi dużo czasu.

Rozwój dziecka przebiega prawidłowo, wzrost, waga, oraz rozwój psychomotoryczny utrzymane są w normie. Mateusz mając 1,5 roku posługiwał się prawidłowo sztućcami (widelec, łyżka), gdy miał 2 lata, potrafił odróżniać figury geometryczne w różnego rodzaju układankach. W wieku 3,5 roku znał i opowiadał niektóre bajki, w wieku 3 lat zauważono u niego wrodzoną wadę wzroku P+3,5,L+3,5 oraz zez zbieżny, a co się z tym łączy konieczność operacji oczu w wieku 7-8 lat.

Obserwując chłopca w grupie przedszkolnej zauważyłam, że jest bardzo uczuciowy, lubi dzielić się wszystkim z innymi. Wokół siebie zawsze gromadzi grupkę dzieci. Ma bardzo dobrą pamięć, np. bajkę, opowiadanie powtarza w całości, ale tylko te fragmenty, które są śmieszne, zabawne i które można wykorzystać w zabawie i rozmowie z innymi dziećmi. Wykazuje dużą samodzielność, bardzo chętnie wykonuje drobne prace w domu, w przedszkolu. Mateusz wykazuje się nerwowością. Nawet małe niepowodzenie, np. źle odwzorowana litera, szlak literopodobny itp. uważa za swoją katastrofę, klęskę i wtedy jego jedynym środkiem ratunku są łzy. Mateusz  ma potrzebę ciągłej akceptacji, dowartościowania, oczekiwał potwierdzenia słuszności swego wyboru w wielu sprzecznych sytuacjach, „otwarcia się”. Objawia się to na wszelkiego rodzaju zajęciach z plastyki, techniki, pracach manipulacyjnych. Mateusz, gdy ma do wykonania określoną pracę plastyczną, przystępuje chętnie do pracy często sobie cicho podśpiewując, lecz po paru chwilach przerywa, odwraca kartkę, przechodzi do kolegów, konsultuje się na temat własnej pracy z najbliższym kolegą, powraca do znanego tematu, lecz już po chwili potrzebuje już potwierdzenia słuszności wybranej drogi.

Bardzo często podczas tych prac potrzebna jest moja ingerencja, w zależności od potrzeb chwalę, doradzam lub upominam, aby ukończył pracę. Mateusz szybko potrafi się uczyć i poznawać określone rzeczy, lecz sposób jego reagowanie na niepowodzenia powoduje moje duże obawy. Z Mateuszem tym, ze względu na jego stan emocjonalny, który wywołany jest wieloma czynnikami, między innymi: sytuacją rodzinną, wadą wzroku czy kilkakrotnymi rozstaniami z matką, prowadzę przede wszystkim prace indywidualną. W małych grupach lub indywidualnie Mateusz chętniej i szybciej wykonuje zadania. W czasie tych prac staram się nie krytykować jego wyboru, ale podsunąć mu inne możliwości. Często wybieram go na dyżurnego (np. w jadalni, łazience itp.), chwalę za dobrą pracę wśród dzieci. Staram się nie zmuszać do pracy czy zabawy, jeśli tego nie chce. Ostatnio wykorzystałam chęć Mateusza do rysowania, np. podczas zbliżających się świąt (Boże Narodzenie), kiedy uświadomiłam dzieciom, że podobnie jak on i my możemy zrobić rodzicom niespodziankę rysując nasze serca. Mateusz po tych zajęciach był bardzo szczęśliwy i zadowolony, że mógł podsunąć pomysł, który podobał się pozostałym dzieciom.

Sukcesem Mateusza jest też to, że w grupie dzieci zaszczepił chęć obdarowania drobnymi rysuneczkami niespodziankami najbliższych, nie tylko z rodziny, ale osób też z otoczenia (np. woźna oddziałowa, kolega czy koleżanka z grupy,...). dla innych może to się wydawać bardzo błahe, normalna rzecz, ale dla Mateusza jest to wielka sprawa, niosąca mu dużo radości i większej pewności siebie. Matka i ojczym chłopca interesują się poczynaniami Mateusza w przedszkolu, jak tylko są w kraju. Starają się mu poświęcać bardzo dużo czasu, wymyślają różne zajęcia praktyczne, umysłowe . Dają mu do zrozumienia, że jest on bardzo ważny w ich życiu, mimo że większość czasu spędza z babcią. Ale Mateuszowi to nie wystarcza: „chciałbym być cały czas z rodzicami, albo przynajmniej z mamą” - tak mówi sam. W rozmowach z Mateuszem przewija się cały czas wątek rodziny - przebywanie z mamą, ojczymem i babcią. „Chciałbym umieć zrobić wszystko za pierwszym razem i aby moim kolegom się podobało”. Zapytany o swoje marzenia odpowiada: „chcę być architektem, projektować domy dla całej rodziny - mamy, taty i babci".
- Twój najlepszy kolega (-dzy)?- „Ma na imię Jarek, lubię z nim grać w piłkę, jeździć na rowerze i budować z klocków Lego”.
- Co lubisz robić w domu? - „Najbardziej lubię chodzić z babcią na spacery, bo wtedy babcia mi kupuje różne rzeczy”, - Jakie? - „Zabawki, bajki i słodycze”.
- Czego nie lubisz? - „Nie lubię, gdy mama i tata wyjeżdżają, bo jest mi smutno”.

W czasie rozmowy z mamą Mateusza i przekazaniu jej moich obserwacji, spostrzeżeń, odpowiedziała, że taka sytuacja będzie tylko do czasu, gdy Mateusz chodzi do „zerówki”. Natomiast potem zostaje w domu, a do pracy za granicę będzie jeździł tylko ojczym Mateusza. Ale czy na pewno?

Postępy, nawet te najmniejsze jakie zauważam w pracy z Mateuszem, dają mi wiele satysfakcji i radości. Pełna akceptacja dziecka, jego wad i walorów, jego porażek i sukcesów, wsparcie go w momentach trudnych jest i wydaje mi się warunkiem jego rozwoju i przeżycia lat dziecinnych w radości. W osiągnięciu jego powodzeń utrudniają mu bardzo poważna choroba oczu i różne zakłócenia w rozwoju uczuciowości, motywacji, postaw, a także związane z nimi zaburzenia funkcjonowania społecznego. To co pierwotnie było skutkiem, staje się następną, wtórną przyczyną trudności, pogłębiając je. Oceniając postępy dziecka trzeba wyraźnie określić, co zasługuje na aprobatę, a co nie. Stosować tak zwaną pedagogikę sukcesu, polega ona na tym, aby stwarzać dziecku warunki do osiągania sukcesów, które można nazwać pozornym, jeżeli rozpatrywane byłyby na tle osiągnięć innych dzieci.

Opracowała: Helena Borsuk

Podobne artykuły

Skomentuj

Bądź pierwszym, który skomentuje ten wpis!

Tagi