Wyjścia na świeże powietrze z dziećmi niepełnosprawnymi

Wyjścia na świeże powietrze z dziećmi niepełnosprawnymi

Wyjścia na świeże powietrze z dziećmi niepełnosprawnymi – pomiędzy punktem widzenia rodzica a nauczyciela

W dzisiejszych czasach wydaje się niezbędne korzystanie ze świeżego powietrza. Mamy wiele form spędzania wolnego czasu w zasięgu ręki, ale czy zawsze wykorzystujemy nasze możliwości, aby z nich skorzystać? Oczywiście to dla części z Państwa pytanie retoryczne, ponieważ mają Państwo świadomość z korzyści płynących z ruchu na świeżym powietrzu: dotlenienie organizmu, usprawnienie właściwego krążenia, rozwijanie ogólnej sprawności dziecka. Należą do nich również przyzwyczajanie dziecka do zupełnie nowych nieznanych warunków środowiskowych, których z całą pewnością nie zastąpi żadna sala doświadczeń świata w tak naturalny sposób, jak korzystanie z naszej matki Ziemi, doświadczanie pokonywania naturalnych nierówności przeszkód np. nierówności terenu, poczucie sprawczości dziecka, które odkrywa świat zewnętrzny. Dzieci, które regularnie wychodzą na świeże powietrze mają zapewniony pewien zakres treningu społecznego wynikającego z naturalnie występujących sytuacji np. napotkania sąsiada w trakcie spaceru, wstąpienia do sklepu i robienia zakupów czy odkrywaniu nowych sprzętów na placu zabaw rozwijających motorykę małą i dużą.

 

Z moich kilkuletnich obserwacji wynika, że początkowe wyjścia z przedszkola na spacer nastręczają wielu dzieciom niepełnosprawnym mnóstwa stresogennych sytuacji. Dziecku, które rzadko wychodzi poza teren budynku mam na myśli tutaj własny pokój, dom lub salę placówki oświatowej – bardzo trudno odnaleźć się w środowisku zewnętrznym. Dochodzące bodźce sprawiają, że dziecko czuje się zagubione, przerażone, bywa, że również reaguje agresją, krzykiem, płaczem. Zdarzają się jednak również dzieci pełne ciekawości świata. Spacerując obserwują otoczenie z szeroko rozwartymi ustami – jakby nie mogąc się nadziwić, że istnieje świat poza budynkami. Ich głowa nie przestaje się kręcić na prawo i lewo – sprawiają wrażenie, jakby chłonęły świat.

 

Często rodzice zgłaszają swoje obawy na temat wyjść poza dom. Musimy mieć na uwadze, że są to ludzie po traumatycznych doświadczeniach życiowych związanych z dzieckiem, które z rożnych przyczyn jest niepełnosprawne. Część rodziców wykazuje postawę nadmiernie opiekuńczą – przeraża ich fakt, że dziecko może nabyć infekcję lub zabrudzić swoje ubranko. Ileż to razy każdy z nas słyszał proszę nie wychodzić dziś z moim dzieckiem na spacer, bo jest zbyt brzydka pogoda lub proszę nie wychodzić na zewnątrz z moim dzieckiem, bo jest zaziębione – w takim razie stawiam tu pytanie jaka jest różnica pomiędzy dzieckiem przeziębionym, które nie może opuszczać budynku przedszkola, a dzieckiem niepełnosprawnym - chorym, które powinno pozostać w domu?

 

Inna strona rodzicielskiej troski pozostaje w zasięgu rodziców, którzy nie posiadają wykształcenia pedagogicznego ani doświadczenia z tej dziedziny nauki bądź świadomości podejmowania decyzji wychowawczych w stosunku do swojego dziecka, dlatego ich własne dzieci wymuszają na nich pozostawanie w domu. Rodzice Ci ulegają krzykom, płaczom i wybuchom agresji dzieci. Wobec postawy własnych dzieci czują się bezsilni. Wolą ulec, aby mieć chwilę oddechu niż podjąć próby stawiania czoła problemowi, który z wiekiem będzie narastał w postaci innych zachowań trudnych.

 

Bywają również rodzice, którzy mają ,,samochodowe dzieci” – nie jest to wcale żart. Wstawię tutaj taką krótką dygresję. W mojej pracy zdarzyli mi się kiedyś rodzice, których dziecko w środku zimy posiadało letnie trampki do wyjścia na zewnątrz, nie wynikało to z sytuacji materialnej, lecz z noszenia na rękach owego synka, aktywnego trybu dnia oraz przemieszczania się wyłącznie samochodem wszędzie... Samochód jest wygodnym środkiem lokomocji, ale czy zawsze jest to jedyne rozwiązanie? Dzieci takich ,,samochodowych rodziców” po przejściu kilkunastu metrów pytają Pani kiedy wracamy do przedszkola nogi mnie bolą? Czują ogromne zmęczenie po przejściu krótkiego dystansu, już nie wspominając o zabawach bieżnych, kiedy dość często stanowią najsłabsze ogniowo zespołu.

 

Istnieje jeszcze jedna grupa rodziców – ja określam ich mianem ,,rodziców przezornych” – bowiem podejmują oni próby wyjść na zewnątrz, ale zabezpieczają dzieci np. szelkami lub noszą dzieci na rękach, nawet ośmioletnie! Zapominając przy tym, jak to może wyglądać za pięć czy dziesięć lat, kiedy sił już nie będzie tyle co dziś, a dziecko przestanie być dzieckiem, a stanie się nastolatkiem lub osobą dorosłą. Rodzice Ci wiedzą, na co stać ich własne dziecko – podejmują próby wychodzenia, ale brakuje im konsekwencji działania w trakcie spacerów, co skutkuje opisanymi wyżej zabezpieczeniami.

 

I ostatnia już grupa rodziców pozytywnych zdrowo – rozsądkowych rodziców, którzy ubierają swoje dzieci adekwatnie do pogody – nie przegrzewając dzieci. Chętnie wychodzą na zewnątrz uważając, że dziecko i jego rodzina nie są z cukru i nie roztopią się. Rodzice Ci wykazują mimo mocno stresogennych sytuacji opanowanie i konsekwencje działania. Zauważyć trzeba, że dziecko niepełnosprawne bardzo silnie odbiera nasze emocje, odczucia. Dlatego im bardziej spokojnie podejdziemy do trudnego zachowania, tym łatwiej będzie nam je opanować.

 

Dlatego mocno zachęcam nauczycieli do udzielania rad i wskazówek rodzicom dzieci niepełnosprawnych na temat wyjść na spacery i odkrywanie okolicy. Jestem pewna, że część z rodziców nie ma świadomości swoich działań. Potrzebują oni pozytywnej motywacji, którą My Nauczyciele może im dać. W ten sposób zadbamy o to, co najważniejsze, czyli dobro dziecka niepełnosprawnego!

 

 

Autor: Magdalena Latoń

Filmy

Podobne artykuły

Skomentuj

Bądź pierwszym, który skomentuje ten wpis!

Tagi